Pojawia się w programach, gdzie porusza nieodmiennie jedyny znany sobie temat, czyli o sobie samej, sprawiając zarazem wrażenie, że śmiertelnie się nudzi. Skrzekliwym głosem wyrzuca kolejne frazesy, a niejeden psycholog zwariowałby, rozważając mowę jej wstrząsającego ciała. Poturbowana przez kolejnych dziennikarzy - ze wskazaniem na Cejrowskiego - nie zdołała nawet pojąć skali zebranego łomotu oraz tego, czemu właściwie padło na nią.
Za to prowadząc własny program, zagubiła się zupełnie, wyjękując teksty bez związku i, jeśli wierzyć plotkom, naśmiewając się z rzeczy tak cholernie zabawnej jak poronienie (fragment wycięto).
Bawi się w aktorkę, lecz kłoda drewna przy niej to Marlon Brando - Agnieszka oferuje gamę amatorskich środków: gdy jest smutna, mówi wolniej, jeśli się denerwuje, to trzęsie łapką, i tak w kółko jest wciąż Frytką, która tym razem udaje coś innego. Do tego nie pojmuje, co naprawdę wyrabia, i podkłada się sama, opowiadając, jak to kończy szkołę aktorską i nawet odbiera dyplom, nie pojmując, że jeśli ktoś o profesjonalnym przeszkoleniu gra tak potwornie, to znaczy, że nie ma talentu i nigdy nie powinien tego robić.
Na jej śpiewanie spuśćmy zasłonę milczenia. Nie mam danych odnośnie do sprzedaży jej singla, ale wyzłośliwiłem się, wchodząc na popularne wyszukiwarki torrentów - nikomu się nie chce tej kichy nawet udostępnić. Jest wreszcie zawodowym bywalcem różnorakich reality shows, z których pierwszy przysporzył jej sławy i pozwolił określić się jako kobieta wyzwolona. Choć są i inne określenia. Gdyby jeszcze była dobra w te klocki, ale z tego, co widziałem, razem z połową Polski, radzi sobie dość przeciętnie - w końcu robienie laski jest umiejętnością dość powszechną, której opanowanie z pewnością nie wystarcza, żeby zostać celebrytką na przynajmniej pięć lat.
Znów dziewczyna odstaje, w wideo takiej Pameli z Tommym Lee widać przynajmniej radość z seksu, furę zaangażowania - tu nudy i wymuszenie.
Nie chodzi o to, że Frytka nic nie umie, przecież masa ludzi wykonuje zajęcia, których teoretycznie robić nie powinna: Wojciech Młynarski śpiewa, Chuck Norris gra w filmach, a ludzie ich kochają. I dobrze. Młynarski był momentami zabawny, Norris kopie z półobrotu, Agnieszka Frykowska nie ma niczego, co rekompensowałoby jej braki. Nie jest kompletną kretynką, jak chcieliby niektórzy, ale żaden z niej Einstein czy mądrala - cwaniactwa starcza jej dokładnie na tyle, by utrzymać się w mediach, nawet za cenę własnej śmieszności. Nie rozumie, co ludzie do niej mówią, i pada w starciu z profesjonalistą. Potrafi rzucać mięchem w ordynarny sposób, włączać do tego nawet groźby karalne, ale wobec połączenia bezczelności, prostactwa i inteligencji jest bezbronna jak ślepa kotka - słynny już program Cejrowskiego obnażył tę słabość.
Ma w sobie zaskakująco mało kobiecości, zwłaszcza jak na kobietę wyzwoloną, do czego się przyznaje. Brak ciepła, figlarności, nawet zdolności do flirtu, jakiegoś niedopowiedzenia - jej zmysłowość jest zmysłowością koczkodana w rui, nieustępliwą, wulgarną i wściekłą. To samo z emocjami. Agnieszka jest zdolna do łez nad sobą samą, ale w jej opinii wszyscy wokoło zdają się nie mieć żadnej wrażliwości. Jej uczucia wydają się uczuciami dziecka, jest wesoło lub smutno, boli albo wprost przeciwnie, brak tu głębszych niuansów, zrozumienia siebie i innych:
Są chwile, kiedy się budzę i płaczę z bezsilności. Czuję odrazę do obłudy, jaką spotykam na każdym kroku. Ludzie są okrutni. Pogoń za pieniędzmi sprawiła, że przestali mieć jakiekolwiek uczucia. Czy osoba dojrzała emocjonalnie może pleść takie androny?
Wreszcie, o gustach się nie dyskutuje, lecz Frykowska jest po prostu nieładna. Żadna operacja tego nie zdoła zmienić, zwłaszcza w polskich warunkach. Jest bowiem klocowata, ma cerę zniszczoną makijażem, jakieś przedziwne piersi, które zupełnie niepotrzebnie eksponuje, a w niektórych łachach wygląda jak kompletne dziwadło. Serio i szczerze, szukam, kombinuję i nie potrafię znaleźć ani jednej dobrej cechy Agnieszki Frykowskiej. A paradoksalnie - ona nawet zła nie umie być takim prawdziwym wielkim złem. Łajdak także może mieć klasę - tymczasem ta starzejąca się kobieta jest zła gniewem, bezmyślnością, małostkowością, lekceważeniem innych. I znów, ten rodzaj nikczemności jest właściwy dzieciom.
Trudno wreszcie pojąć, czemu wszyscy nabrali się na nią, zapraszali, pstrykali fotki - być może każdy kraj musi mieć swoje celebrytki, Frykowska była akurat na miejscu, więc się załapała, mimo własnej nieudolności. Przecież ludzie płci obojga kupczą własnym ciałem dla kariery, mają jednak zwyczaj czynić to po hotelach, a nie przed kamerami. Być może zagrały rodzinne koneksje Agnieszki. Tego się nie dowiemy.
Ale pytanie pozostaje - kto jest bardziej niemoralny: czy ta dziewczyna wyzywająca ludzi, grożąca śmiercią, cyniczna i dla kariery gotowa na wszystko z wyjątkiem wykrzesania z siebie choć odrobiny talentu, czy może jednak niemoralne są media najróżniejszej maści, zapraszające Frykowską, dające jej robotę, ganiające za nią z kamerą i cyfrówką? W tym sensie żałuję nawet słów powyższych, które piszę tylko z tą nadzieją, że to już epitafium. Nawet do knajp jej nie wpuszczają, widzimy ją zapłakaną, jakby nie wiedziała, że całą swoją karierę zbudowała na miernocie i fikcji. Trudno ją lubić, trudno jej współczuć. Zasługuje jedynie na zapomnienie.