o2 doza kultury

Agent Mulder uzależniony od pornografii?

2008-11-21



Niedawno Dawid Duchovny znalazł się w centrum uwagi brukowców i portali plotkarskich, a to ze względu na kłopoty ze swym życiem erotycznym. Mianowicie, chłopa rozsadzało jak nastolatka, zdradzał żonę na prawo i lewo, a następnie trafił do kliniki odwykowej. Kuracja wyszła średnio - niedawno gwiazdora przyuważono, gdy kupował całą serię pornoli, rzekomo dla siebie i małżonki. Z facetem musi rzeczywiście być coś nie w porządku, skoro po długiej abstynencji potrzebuje tego rodzaju podniet, żeby zbliżyć się do własnej ślubnej. Na domiar złego Tea Leoni zechciała mu odpłacić za wszystkie zdrady i sama nawiązała romans, co komentowano publicznie (życzliwie dla niej). Wreszcie kobieta wzięła odwet, Duchovny zaś zbiera cięgi, choćby na Pudelku.

Lubię ten portal i nie wyobrażam sobie dnia bez niego, ale tym razem redaktorzy nie mają racji. Duchovny wydaje się bowiem jedną z najjaśniejszych figur Hollywoodu i to w podwójny sposób: jako człowiek i jako postacie, które grywa. Choć w paru przypadkach trudno znaleźć różnicę. Oczywiście pozytywny wizerunek Duchovnego wynika po części z dekadenckiego, przepełnionego rozpustą i wszelkiej maści używkami tła Hollywood.

Są przykłady jaśniejsze. Taki Ron Perlman, ustrzeliwszy kolejnego demona przed kamerą Del Toro, wraca sobie do żony, tej samej od lat kilkudziesięciu. Nie piszę jednak o bohaterach, lecz ludziach zwykłych, czyli złożonych z ułomności. W odróżnieniu od

większości kolegów z branży filmowy agent Mulder nigdy nie miał większych problemów z narkotykami i alkoholem (czyli dawał w palnik jak każdy, bez przesadzania), nie wplątał się w żadne śliskie afery jak Jeffrey Jones (ostatnio grał dziennikarza w serialu Deadwood), któremu oskarżenie o pedofilię złamało karierę, nawet nie tnie na podatkach jak Wesley Snipes. A jeśli tnie, to robi to mądrzej, bo nie jest chciwy. Zwyczajnie straszliwie lubi seks, a nowe partnerki działają nań stymulująco.

Będąc człowiekiem żonatym, przez cały czas zajmował się zdradzaniem Tei Leoni, co stawia jego moralność w jednoznacznym świetle, zarazem pozwala sobie wyrobić zdanie o jego wyczuciu i inteligencji. Tak łgać przez wiele lat umie mało kto. Zdemaskowany, zamiast jak większość ludzi (casus Brada Pitta lub Madonny) machnąć ręką, powiedzieć, że wszystko jest spoko, rozwieść się lub kombinować dalej, przyznał, że ma problem, i poszedł się leczyć. Tym samym pokazał, że coś takiego jak seksoholizm istnieje, jest groźnym zjawiskiem i niszczy ludzi - co dla wielu kolegów z branży i zwykłych zjadaczy chleba było pewną nowością. Sam Duchovny nie ma wątpliwości: Moja choroba to bardzo poważna sprawa. Budzę się i od razu myślę, kogo by tu zaciągnąć do łóżka. Teraz umiem się kontrolować. Ale przyznaję, że jest mi ciężko.

Wizyta w ośrodku na pewno była dla niego równie ciężka jak odwyk od wódy dla alkoholika, jednak polazł i teraz przegrywa. Szkoda, lecz mamy do czynienia z nałogiem, takiej bestii jedną głowę odrąbiesz, to wyrosną cztery. Facet jest na początku drogi, wygra albo nie.

Łatwo widzieć ciemne strony i wady ludzkich zachowań: facet zdradzał i zdradzać będzie, zarazem próbował, może niezdarnie, by te miłosne przygody nie rozwaliły mu rodziny. Kłamstwo ma jednak krótkie nogi, przygodę jeszcze można komuś puścić płazem, lecz nie ich setkę. Nie nawiązał romansu, pilnował się, robił źle, męczył się z tym, raniąc siebie i bliskich. Duchovny funkcjonuje w świecie, gdzie zdradzić to tyle co splunąć, flirty i romanse są nie tylko na porządku dziennym, lecz są także częścią robienia interesów - przecież para Pitt-Aniston była genialna
marketingowo, aż przyszła Angelina Jolie i wyszło, że można jeszcze genialniej. Tymczasem nasz aktor pojął, że się zapędził, narobił krzywd, i niezdarnie próbuje to zmienić: Przeraża mnie myśl, że będę do końca życia uprawiał seks tylko z jedną kobietą. Jednak postaram się dla mojej żony i dzieci. Rozumiem, że moje poświęcenie uratuje naszą rodzinę. Duchovny na tle plastiku show-biznesu - mówimy o świecie, w którym adoptuje się dzieci, by zyskać zainteresowanie mediów - wypada boleśnie ludzko, czyli słabo, żałośnie; ma jednak momenty wielkości, jak my wszyscy. Skoro Tea Leoni nie prasnęła małżeństwem, coś w tym musi być. W jego świecie bycie normalnym jest sztuką, lecz jeszcze większą sztuką jest o tę normalność walczyć.

Sympatia dla Duchovnego i jego zmagań w moim przypadku pozostaje podbudowana kreacjami aktorskimi. Duchovny nie gra postaci, lecz nimi się staje, w czym jest podobny do Johnny'ego Deppa, co czyni go nie aktorem, lecz gwiazdą w stylu lat 20. Wówczas gwiazdy zwyczajnie były. Pamiętamy o tych najbardziej autentycznych: o Chaplinie, Valentino, Garbo, Lugosim. Duchovny we wszystkich swoich filmach nie stworzył niczego godnego uwagi poza dwoma przypadkami. Jeśli odkleimy od Muldera kosmitów i inne niesamowitości, otrzymamy faceta koło trzydziestki, walczącego o swoje w ramach skostniałej i skorumpowanej struktury, co odzwierciedla los młodego aktora budującego swoją przyszłość w fabryce snów. W kolejnych sezonach Archiwum X Duchovny słabnie, staje się coraz bardziej znużony, ciekawie wypada tylko w odcinkach komicznych lub będących nawiązaniem autotematycznym. Wreszcie odchodzi, by pojawić się w kilku epizodach. Przestał czuć postać, po prostu się przemienił, zyskując sławę, popularność i własne miejsce, czego Mulder nigdy nie dostąpił. Jego udział w drugiej filmowej kontynuacji możemy spokojnie uznać za pomyłkę.

Po kilku latach ekranowej nijakości Duchovny wraca w obsypanym nagrodami Californication (nie tylko jako odtwórca roli głównej, lecz producent wykonawczy).
I jest po prostu świetnie, aktor gra Hanka Moody, pisarza dzielącego czas pomiędzy walkę o rodzinę, którą stracił, a liczne przygody z przypadkowymi kobietami. Sukces okazał się wielki. Zetknąłem się nawet z neologizmem "hankomoodzić", określającym taki zdominowany przez seks styl życia. Podobieństwa pomiędzy życiem aktora a postacią, którą kreuje, są uderzające, od ogółu po szczegół (Duchovny i w życiu, i w filmie śmigał po ulicy w kompletnej "górze" i samych bokserkach), co czyni z serialu coś więcej niż mądrą rozrywkę. Mowa o wyznaniu, całkowitym obnażeniu się przed widzem z własnych słabości. Mało kto robi takie rzeczy, do tego z celem i sensem.

Premiera pilotowych odcinków drugiego sezonu Californication niemal zbiegła się z drugą częścią kinowej odsłony Z Archiwum X, opatrzoną przyjaźnie brzmiącym podtytułem I Want to Belive. Rzecz ewidentnie jechała na sentymencie do przygód Muldera i Scully, czyli telewizyjnego wydarzenia, które na nowo zdefiniowało amerykańskie seriale. Tymczasem po kilkunastu latach od pierwszych odcinków otrzymaliśmy dziełko nie tylko słabe, lecz pozostające poniżej oczekiwań, będące irytującą bzdurą, która ściśnięta do godziny okazałaby się najsłabszym odcinkiem najsłabszego sezonu. Jest to tak głupie, że ludzie nie wierzą w samo streszczenie: oto grupa szaleńców ze Wschodu porywa kobiety z basenu, żeby dorobić ciało dla swojego kumpla, będącego li tylko gadającą głową. Kim jest ów ożywiony łeb, czemu jest tak cenny dla wszystkich - tego się nie dowiadujemy, podobnie jak puenta nie zdradza dalszego losu jegomościa. Trudno wprost uwierzyć, że pod tym "koszmarkiem" podpisał się twórca serialu Chris Carter. Gillian Anderson (Scully) jeszcze się stara, za to Duchovny gra z wyraźnym obrzydzeniem - jakby bezmyślnie podpisał papiery i dopiero na planie zorientował się, że stoi po uszy w czymś brązowym i cuchnącym.

W ten sposób zarżnięto legendę, otwierając bramy nowej: rozpoczynający się drugi sezon Californication niewątpliwie stanie się spowiedzią aktora przekutą na fikcyjne postacie i wydarzenia. Analogicznie jak w wypadku X-Files, Duchovny wyłuska się z tej roli, przejdzie od zaangażowania do zimnego rzemiosła. Potem znów będzie szukał pomysłu na siebie, nowej historii do opowiedzenia. Ze względu na sympatię dla niego, oczekuję za dwadzieścia lat serialu o sympatycznym sześćdziesięciolatku, który pogodził się z własnymi demonami.

Szkoda, że w tym momencie nikogo to nie interesuje. 

Zapraszamy do komentowania artykułu
Wypowiedz się na forum o2.pl
Łukasz Orbitowski

Pozostałe w dziale
 
Powtórka ze strachu
O hiszpańskim sequelu horroru [Rec]2 Mariola Wiktor rozmawia w Wenecji z jego reżyserami,...
Geje i heavy metal
Nie tak znów dawno gruchnęła wiadomość, że Kristian Espendal, znany również jako Gaahl, zdecydował się...
 
Seks i alkohol
Na temat wpływu alkoholu na współżycie płciowe zdania są podzielone. Spora grupa osób twierdzi, że alkohol...
Kobiety do wojska
Żołnierzami były dziewczyny i kobiety, które bohatersko wspierały swoich towarzyszy w powstaniu warszawskim.
 
Czy "zdrowa żywność" jest naprawdę zdrowa?
Dziś już nie pojawiają się takie kurioza jak informacja o producencie ekologicznych płatków owsianych,...
Katastrofa tunguska: łańcuch zagadek
Wbrew potocznym opiniom katastrofa, która wydarzyła się nad rzeką Tunguzką 30 czerwca 1908 roku, była do przewidzenia.

Doza kultury jest redagowana siłami Portalu O2.pl i Komunikatora Tlen.pl
Masz pomysły, chcesz dla nas pisać? Daj nam znać: (dozakultury@tlen.pl).
 © 2017 Doza Kultury, kontakt dozakultury@tlen.pl ( pomysły, reklama, współpraca )