o2 doza kultury

Bezdzietni z wyboru

2009-03-09



Są ludzie, którzy oddaliby wszystko, by mieć dziecko, i tacy, którzy uważają, że posiadanie dziecka to dopust boży. Ci drudzy opowiadają zwykle o karierze, niechęci do przewijania zasikanych maluchów i rozwoju duchowym oraz intelektualnym.

Wolność i swoboda

Bezdzietność kojarzy się ludziom dobrowolnie wyrzekającym się ojcostwa i macierzyństwa z wolnością. Wolnością od obowiązków domowych i nawyków typu karmienie o stałych porach, spacery i zasypianie. Wolność to możliwość spotkania się z przyjaciółmi, porozmawiania o interesujących filmach, książkach i ciekawej pracy. Nie oszukujmy się: w całym tym gadaniu o wolności jednostki najważniejsza jest praca. To praca determinuje stosunek do dzieci. Pracoholizm jest ważnym czynnikiem kształtującym nasz stosunek do rodziny, ale jest to czynnik wyolbrzymiony, u jego podstaw znajdują się ogromne pokłady lenistwa. Forumowicz dream maker na stronie internetowej "Bezdzietni z wyboru" pisze o tym tak:

Jestem obecnie w USA, gdzie naprawdę jest pracoholizm rozwinięty do granic wytrzymałości, pęd za karierą olbrzymi, a mimo to każdy ma tu dzieci, a jeśli jeszcze nie ma, to chce mieć. To nie Polska, gdzie bez żony i dzieci u boku, a jedynie z kotem pod pachą można zostać premierem, a może i jeszcze prezydentem (czyt. Jarosław Kaczyński). Tu, w Amerykańskim "Dreamie", dziecko (a tak naprawdę to jego dobre wykształcenie, sukcesy sportowe i edukacyjne czy zasługi dla obronności kraju, gdy nasz chłopak lub córka wstąpi do marines) jest po prostu najważniejszą rzeczą, z której możemy jako rodzice być dumni i czym możemy się pochwalić przed innymi. Nowe auto, nowy dom czy wakacje na Florydzie są NICZYM wobec ukończenia przez nasze dziecko renomowanego Uniwersytetu Berkeley, Harvard czy Yale.

O wiele bardziej zapracowana Ameryka pozwala sobie na dzieci, opiekuje się nimi, wychowuje je i kształci. W Polsce ludzie, którzy nie chcą mieć dzieci, zasłaniają się pracą. Jest to tylko pretekst, zresztą bardzo wygodny, od 20 lat wykorzystywany przez wszystkich amatorów swobodnego życia. Tylko czy to życie rzeczywiście jest swobodne? Kiedy się ma 30 lat, albo nawet 35, człowieka bawią te wszystkie historie stwarzające złudzenia wolności. Wyjazdy, dyskusje, kolacje, seanse i spektakle. Niektórzy wkładają wiele wysiłku i pieniędzy, by w tym uczestniczyć. Kiedy jednak okazuje się, że koszta tak zwanej wolności są ciut za duże, zaczyna się oszczędzanie, które z biegiem lat zamienia się w najzwyklejsze skąpstwo i zabieganie o grosz za wszelką cenę. Mnóstwo jest takich przypadków, wystarczy się dobrze rozejrzeć dookoła. Kiedy już ktoś osiągnie taki stan, a staje się to zwykle gdzieś po ukończeniu czterdziestego roku życia, o dzieciach już nie może być mowy. Pieniądze stają się dobrem najwyższym i bezcennym. Dzieci mogłyby je roztrwonić i zmarnować wysiłek tylu lat pracy.

Bezdzietność to dojrzałość?

Kolejnym usprawiedliwieniem bezdzietności z wyboru jest dojrzałość partnerów. Otóż chodzi o to, że oboje są tak poważni, tak doskonale psychicznie sformatowani, że dzieci są dla nich po prostu obciążeniem. Ich związek to niemal dzieło sztuki skomponowane według najmodniejszych podręczników obyczajowych awangard. Oboje sycą się świadomością, że oto realizują jakiś wzorzec prawdziwego i jedynego wartościowego stylu życia. Przeświadczenie to towarzyszy ludziom zwykle do pierwszych oznak starości, a potem zaczyna się panika. Choć zdarzają się także osoby, które myślą inaczej.

- Każdy z nas pisze z różnego punktu widzenia na temat debaty, którą ktoś zaproponował na blogach. Moim zdaniem tylko dojrzałe pary - z głową - nie decydują się na pociechy. Nie biorą przykładu z rozmnażającego się motłochu, który myśli tylko o bzykaniu i nie zdaje sobie sprawy, czym tak naprawdę jest seks. Przecież seks to kopulacja, czynność, której wynikiem jest zapłodnienie kobiety. Zachowują się jak zwierzęta, które nie potrafią opanować instynktów - to wypowiedź z forum tego samego portalu.

Młodość i strach

Najbardziej uczciwie na ten temat wypowiadają się ludzie młodzi, którzy nie chcą mieć dzieci. Mówią wprost, że jest to kwestia właśnie młodości i chęci użycia życia. Obojętne, co się przez to rozumie. To jest zrozumiała postawa i każdy lub prawie każdy przez to przechodził. Przecież nie można wymagać, by wszyscy po ukończeniu dwudziestu lat obowiązkowo zachodzili w ciążę - piszę w ten sposób, ponieważ uważam ciążę za stan błogosławiony dla obojga rodziców. Młodzi usprawiedliwiają się jeszcze tym, że boją się odpowiedzialności za dziecko i własnych niezbyt dojrzałych reakcji. To zrozumiała obawa, bo dzieci to duża odpowiedzialność i nie da się ich wychowywać bez zaangażowania całego czasu i wszystkich sił. Młodych przeraża nie tyle perspektywa brudnej pupy i zasikanych majtek, ile owo ufne spojrzenie małego człowieka, który patrzy na swego niedojrzałego ojca i oczekuje odeń odpowiedzi na pytanie: dlaczego słońce świeci? Takie właśnie sytuacje wywołują paraliżujący lęk u młodych ludzi.

Bezdzietność czy wybór?

Bywa, że bezdzietność nie jest żadnym wyborem, tylko koniecznością. Oczywiście można się leczyć i karmić złudzeniami, że kolejna terapia hormonalna pomoże i na świat przyjdzie dziecko. Wielu ludzi jednak dobrowolnie rezygnuje z tej udręki, jaką jest staranie się o dziecko, lub po prostu zaprzestaje tych starań, nie widząc ich dalszego sensu. To zrozumiałe i dające się zaakceptować wytłumaczenie. Trudno wymagać entuzjazmu od kobiety, która znosi wszystkie udręki terapii hormonalnej, lub od mężczyzny, który musi w "te dni" wykrzesać z siebie siły, bo może akurat dziś im się uda i komórka jajowa zostanie zapłodniona. Po kilku latach takich starań człowiek może znienawidzić dzieci biegające po osiedlu, a także samego siebie. Kiedy do pary, która ma kłopoty z zajściem w ciążę, dotrze, że nic z tego nie będzie albo że wysiłek wkładany w starania jest zbyt duży i niszczy ich związek, wtedy przychodzi myśl o rezygnacji. Nie jest to jakaś rewolucyjna myśl, raczej spokojne pogodzenie się z losem i uświadomienie sobie i otoczeniu, że tak już będzie zawsze. Ludzie w takiej sytuacji nie szukają usprawiedliwień, nie tłumaczą się zapracowaniem i chęcią przeżycia przygody. Po prostu żyją tak, jak im to naznaczył los.

Teściowa chce wnuka

Bezdzietność z wyboru bywa także wyrazem buntu przeciwko naciskom otoczenia. Ludzie pobierają się, kochają i chcą żyć długo i szczęśliwie, ale na razie bez dzieci. Kiedy rodzina - a ta, jak wiemy, jest potęgą - zdecyduje się na ingerencję w ich życie, wtedy bywa, że decyzja o nieposiadaniu potomstwa nabiera trwałego charakteru.

Przymuszanie do rodzicielstwa jest jedną z częściej występujących plag w polskich rodzinach. Celują w tym oczywiście dziadkowie, którzy już teraz muszą mieć wnuka i chcą, by rodzice postarali się o niego, bo dziadkom jest smutno. Wiele osób podporządkowuje się takiemu szantażowi, bo chce sprawić przyjemność swoim rodzicom, wszak są starzy i mogą odejść w każdej chwili. Tyle że często kończy się to oddaniem dziecka na wychowanie do tychże dziadków, bo brak jest czasu lub warunków, by się nim zająć samemu.

Na koniec jeszcze słów kilka o owych warunkach. Otóż bezdzietnymi z wyboru zostają przeważnie ludzie, którzy warunki do wychowania dziecka posiadają. Ci zaś, dla których lepiej byłoby nie mieć dzieci, mają ich zwykle w nadmiarze. To jest paradoks nie do wyjaśnienia.

Zapraszamy do komentowania artykułu
Wypowiedz się na forum o2.pl

Rafał Majchrzak


Pozostałe w dziale
 
Powtórka ze strachu
O hiszpańskim sequelu horroru [Rec]2 Mariola Wiktor rozmawia w Wenecji z jego reżyserami,...
Geje i heavy metal
Nie tak znów dawno gruchnęła wiadomość, że Kristian Espendal, znany również jako Gaahl, zdecydował się...
 
Seks i alkohol
Na temat wpływu alkoholu na współżycie płciowe zdania są podzielone. Spora grupa osób twierdzi, że alkohol...
Kobiety do wojska
Żołnierzami były dziewczyny i kobiety, które bohatersko wspierały swoich towarzyszy w powstaniu warszawskim.
 
Czy "zdrowa żywność" jest naprawdę zdrowa?
Dziś już nie pojawiają się takie kurioza jak informacja o producencie ekologicznych płatków owsianych,...
Katastrofa tunguska: łańcuch zagadek
Wbrew potocznym opiniom katastrofa, która wydarzyła się nad rzeką Tunguzką 30 czerwca 1908 roku, była do przewidzenia.

Doza kultury jest redagowana siłami Portalu O2.pl i Komunikatora Tlen.pl
Masz pomysły, chcesz dla nas pisać? Daj nam znać: (dozakultury@tlen.pl).
 © 2017 Doza Kultury, kontakt dozakultury@tlen.pl ( pomysły, reklama, współpraca )