o2 doza kultury

Mickey Rourke: życie prawie odzyskane

2009-03-26



Oglądając zdjęcia Mickeya Rourke'a z ostatnich imprez dla celebrytów, trudno się nie uśmiechnąć. W białym kapeluszu, rozchełstanej marynarce, z tlenioną fryzurą, obwieszony wisiorami, w dziwacznych, ciemnych okularach aktor kojarzy się z zadowolonym alfonsem. Uśmiech nie schodzi mu z gęby, i to nie byle jakiej: walki bokserskie, bójki, botoks, narkotyki; trudno wprost stwierdzić, co zmasakrowało ją najbardziej. Do tego każdy do niego lgnie, klepie po plecach, traktując jak dawno niewidzianego znajomego, aż człowiek pyta siebie samego: gdzie ci ludzie byli, gdy Rourke trafił na dno?

W latach osiemdziesiątych był gwiazdą pierwszej wielkości z nadzieją na osiągnięcie pozycji, którą dziś cieszy się Jack Nicholson albo Al Pacino. Za sprawą kasowego erotyka 9 i pół tygodnia został symbolem seksu, by zaraz pogłębić swój wizerunek, występując w niepokojącym horrorze Harry Angel, i oszołomić przygnębiającą Ćmą barową. A potem zaczął tonąć w wódce, heroinie i panienkach. W Hollywood niemal każdy rozrabia, lecz podobno Rourke balował niezwykle ozdobnie, do tego doszły do głosu przykre cechy jego charakteru.

Wbrew krążącym opowieściom nigdy nie zerwał z kinem, raczej na odwrót - nikt nie chciał pracować z kłótliwym pijaczyną, do tego kompletnie oderwanym od rzeczywistości za sprawą heroiny. Rourke grzęznął, grając drugie plany w niskobudżetowych szmirach i wykonywał rozpaczliwe ruchy, próbując odciąć kupony od dawnej popularności. Efektem tych starań stał się filmowy koszmarek Kolejne 9 i pół tygodnia. Wreszcie na początku lat dziewięćdziesiątych reanimował swą karierę bokserską (walczył za młodu, lecz doznał kontuzji), odnosząc nawet kilka sporych sukcesów. Dobiegający czterdziestki zdolny amator i tak nie dałby rady najlepszym, więc zamiast sławy i medali Rourke dostał zmasakrowaną twarz i tyle wstrząsów mózgu, że kolejny mógł zakończyć się amnezją.

Można odnieść wrażenie, że Rourke od pewnego momentu zdecydował się popełnić artystyczne i społeczne samobójstwo. Niefrasobliwie odrzucił rolę w Pulp Fiction Tarantino - w tym samym filmie, który przywrócił do życia Travoltę - a zagrawszy świętego Franciszka, uznał za stosowne przekazać swą gażę terrorystom z IRA. Zaczął też bić kobiety, rozpoczęły się procesy, w międzyczasie wyczerpała się cierpliwość żony, aktorki Carre Ottis, doszło do rozwodu, skończyły się pieniądze. Rourke stracił swoje samochody, wille i dziewczyny; zostało mu mieszkanie w ruderze, pies chihuahua (uwielbia tę rasę) oraz sto dolarów tygodniowej jałmużny ofiarowanej przez przyjaciela. Z dołka wyciągnął go ksiądz irlandzkiego pochodzenia, który znalazł w sobie dość dobrej woli, by porozmawiać z zarośniętym, cuchnącym byłym gwiazdorem. Rourke w końcu spojrzał w lustro, przeraził się i poszedł na terapię. Na trzeźwo spróbował odnowić stare znajomości, popędził do Roberta Rodrigueza... I wydawało się, że nie mógł trafić gorzej.

O drugiej części Desperado najchętniej zapomnieliby wszyscy twórcy, i trudno się im dziwić, bo to koszmarna bzdura z oślepionym Johnnym Deppem strzelającym na słuch i katastrofalnym scenariuszem, tak koszmarna, że obecność Rourke'a raczej podkreślała ogrom tego upadku. Rodriquez pojął, że przesadził. Podjął się realizacji mrocznego komiksu Franka Millera. Sin City jest filmem znakomitym, działającym na wyobraźnię i do tego bardziej przerażającym niż większość horrorów; uważam go za arcydzieło i nigdy nie zamierzam więcej oglądać. Komentatorzy jednoznacznie wskazywali, że spośród aktorów na pierwszy plan zdecydowanie wybija się Rourke, tworząc przejmującą postać Marva, brutala o łagodnym sercu. Aktor w pełni wykorzystał swoje warunki fizyczne, trudno też było stwierdzić, co na jego twarzy jest charakteryzacją, a co zostanie po skończeniu zdjęć.

Sin City było jednak "tylko" ekranizacją komiksu, czyli w oczach krytyków filmowych rzeczą raczej błahą (trzeba było trupa Ledgera, by zmienić ten pogląd), do tego Rourke przez ostatnie dwadzieścia lat zraził do siebie wszystkich. Darren Aronofsky należy do pokolenia, które na Rourke'u wyrosło, więc raczej się nie bał. Przyszedł ze szczególną ofertą. Rzekł, że da mu rolę w najnowszym filmie, pod warunkiem, że aktor będzie grał trzeźwy, odpuści sobie panienki i imprezy w Miami oraz zrezygnuje z pieniędzy, których zwyczajnie nie dowieźli. Ta darmowa rola okazała się najlepszym interesem, jaki Rourke zrobił.

O czym jest Zapaśnik, wiadomo. To historia Randy'ego, byłego gwiazdora wrestlingu, który próbuje wrócić na ring po wszczepieniu bypassów. Rourke zagrał po prostu fantastycznie, wywołując wrażenie, że nie mamy do czynienia z rolą, lecz prawdziwym człowiekiem, skracając dystans pomiędzy sobą, Randym a widzem. Z przyczyn formalnych nie otrzymał nagrody głównej na festiwalu w Wenecji, za to dostał Złoty Glob i nominację do Oscara. Błyskawicznie znów chciano go zapraszać i znalazł się na ustach wszystkich. Zwyczajnie nikt nie wierzył, że zdoła się podnieść i jeszcze o podnoszeniu się opowiedzieć; historia z Zapaśnika żywo przypomina jego własną.

Warto podkreślić, że Zapaśnik nie jest pierwszą rolą Rourke'a zbudowaną na jego własnej legendzie, używa jej przecież w celach zawodowych. Ćmę barową, gdzie gra zapitego pisarzynę, kręcono już wówczas, gdy sam aktor pił jak smok, a rola wypadła tak przekonująco, że w Polsce całe szkoły pruły do kina w nadziei, że obejrzenie Ćmy... zniechęci młodzież do pijaństwa (mnie też zabrali i z przykrością stwierdzam nikłą wartość tego zabiegu terapeutycznego). Wątki znane z Zapaśnika pojawiły się już w Swoim chłopaku, filmie, do którego Rourke napisał scenariusz i wcielił się w starzejącego się boksera o jednoznacznym nazwisku Johnny Walker.

Wszyscy oczekiwali, że właśnie Rourke zgarnie w tym roku oscarową statuetkę, lecz nagroda Akademii Filmowej powędrowała do Seana Penna. Wybór Obywatela Milka był po części polityczny, po części społeczny (Penn gra polityka geja zamordowanego w latach siedemdziesiątych), po części zaś słuszny ze względów artystycznych. Rourke szarżuje, nie boi się przerysowania, gra samym sobą i minimalizuje wrażenie, że mamy do czynienia z rolą, jest to raczej odgrywanie samego siebie. Penn to perfekcyjny rzemieślnik i drugi Oskar w dorobku na pewno się mu należy, triumfalny pochód Rourke'a zatrzymał się na nominacji. I dobrze. Oznacza to po prostu szansę na więcej.

Powrót Rourke'a na szczyt stanowi ogromne zaskoczenie, a zarazem rodzi pytanie, czy facet ten ma szansę zostać normalnym aktorem? Wątpię, by poszedł na dno ponownie: miał dość kobiet, wziął wszystkie możliwe dragi, wypił morze wódki i ma dość rozumu w głowie, by wiedzieć, że trzeciej szansy nie będzie. Sens pytania jest inny: dziś Rourke grywa zbirów, bokserów, łotrów i zatraceńców, zaszczepiając każdej roli przynajmniej okruch swojego życia. Widz zaś wychodzi temu naprzeciw: chce oglądać na ekranie człowieka obitego, poranionego, pijanego w sztok i osuwającego się w przepaść.

Prawdziwym zwycięstwem Rourke'a będzie zerwanie z tym wizerunkiem, zachwycający występ w filmie obyczajowym, kostiumowym, fantastycznym, w baśni. Brad Pitt, Jack Nicholson, Sean Penn, De Niro, słowem aktorzy, którym Rourke może dorównać, grają różne role, pozostając odklejonymi od swojej biografii. Ile Nicholsona jest w pisarzu z Lepiej być nie może, a Pitta w Benjaminie Buttonie - nie mamy pojęcia, zaś Rourke, by wrócić na szczyt, musiał zagrać siebie, przypomnieć swoją klęskę i obnażając się, pozwolić, by widz delektował się jego upadkiem. W jednej ze scen Zapaśnika Randy pracujący akurat w spożywczaku zostaje rozpoznany przez fana. Skonfundowany specjalnie kaleczy się w palec i ucieka przed wstydem na zaplecze. Podobne wydarzenie miało miejsce w życiu samego aktora. Takich nawiązań jest więcej.

Rourke odniósł zwycięstwo nad własnymi słabościami i stworzył nowy paradoks: by wrócić naprawdę jako aktor, musi zwyciężyć samego siebie, zwyciężającego, zaćmić czymś swój wizerunek alkoholika, narkomana o obitym pysku, który jakimś cudem się podniósł. Plany filmowe nie pozwalają stwierdzić, czy mu się uda (ma zagrać Whiplasha w drugiej części Iron Mana oraz powrócić do roli Marva w kontynuacji Sin City), ale powrót do show-biznesu może okazać się nieszczęśliwy, nawet nie dlatego, że krewki aktor komuś przyleje albo da sobie w żyłę. Hollywood potrzebuje brzydkiego, złego Rourke'a.

Normalny facet nie będzie potrzebny.

Zapraszamy do komentowania artykułu
Wypowiedz się na forum o2.pl

Łukasz Orbitowski

Pozostałe w dziale
 
Powtórka ze strachu
O hiszpańskim sequelu horroru [Rec]2 Mariola Wiktor rozmawia w Wenecji z jego reżyserami,...
Geje i heavy metal
Nie tak znów dawno gruchnęła wiadomość, że Kristian Espendal, znany również jako Gaahl, zdecydował się...
 
Seks i alkohol
Na temat wpływu alkoholu na współżycie płciowe zdania są podzielone. Spora grupa osób twierdzi, że alkohol...
Kobiety do wojska
Żołnierzami były dziewczyny i kobiety, które bohatersko wspierały swoich towarzyszy w powstaniu warszawskim.
 
Czy "zdrowa żywność" jest naprawdę zdrowa?
Dziś już nie pojawiają się takie kurioza jak informacja o producencie ekologicznych płatków owsianych,...
Katastrofa tunguska: łańcuch zagadek
Wbrew potocznym opiniom katastrofa, która wydarzyła się nad rzeką Tunguzką 30 czerwca 1908 roku, była do przewidzenia.

Doza kultury jest redagowana siłami Portalu O2.pl i Komunikatora Tlen.pl
Masz pomysły, chcesz dla nas pisać? Daj nam znać: (dozakultury@tlen.pl).
 © 2017 Doza Kultury, kontakt dozakultury@tlen.pl ( pomysły, reklama, współpraca )