o2 doza kultury

Praca z kobietami jest piekłem

2009-05-15



Jeśli ktoś zaczyna pracę w firmie, w której są same baby, może spodziewać się najgorszego. Jeśli uda mu się wykpić nerwicą i alkoholizmem, może uważać się za szczęściarza. Bywa, że pracownicy płci męskiej zatrudnieni w sfeminizowanym gronie popełniają samobójstwa.

Złośliwe bestie

Właściwie nie ma sposobu, żeby ułożyć sobie w pracy poprawne relacje z płcią przeciwną. Próby takie są bezcelowe i powodują jedynie frustracje. W każdej firmie zdominowanej przez kobiety panuje bezwzględna walka frakcji i - nie bójmy się użyć tego słowa - band, które zwalczają się z bezwzględnością godną żołnierzy Waffen-SS. Mężczyzna, który znajdzie się pomiędzy walczącymi ze sobą bestiami, może jedynie stać się łupem jednej z grup, co w tym wypadku stanowi dla niego szczęśliwe wyjście. Mniej szczęśliwie będzie wtedy, gdy kobiety postanowią wciągnąć faceta w jakąś prowokację, która ma na celu osłabienie grupy przeciwnej. Na przykład zaczną go lansować i starać się, by został liderem w grupie. Mężczyźni, zwykle łasi na zaszczyty i pochlebstwa, łatwo się na to łapią i stają się kozłami ofiarnymi. Kozioł święcie przekonany, że ma władzę daną mu przez jedno z dominujących w firmie kobiecych plemion, będzie tej władzy używał, zwalczając drugie plemię. Jeśli będzie robił to skutecznie, może liczyć na to, że w nagrodę zostanie usunięty ze stanowiska za porozumieniem stron, że wypłacą mu ekwiwalent urlopowy i nie będzie musiał przychodzić do pracy aż do ostatniego dnia przewidzianego umową. Jeśli zaś zabierze się do likwidacji opozycji niemrawo lub będzie dążył do jakiegoś kompromisu (to jest najgorsze wyjście), wtedy wyleci z hukiem i bez żadnych przywilejów. Sąd pracy nic mu nie pomoże. Tam także siedzą same baby. Nie może bowiem mężczyzna podejmować się zadania pojednania dwóch skłóconych ze sobą grup kobiet. To jest ponad siły każdego, nawet największego mocarza. Jeśli one zauważą coś takiego, nie będą miały litości. Facet zginie. One bowiem nie pragną się godzić. Chcą wojny permanentnej i ciągłej, obfitującej w ofiary, którymi najczęściej stają się nierozsądni mężczyźni.

Mały żigolo

To jedyna rola, na jaką może liczyć facet w sfeminizowanej firmie. Mały, posłuszny, niepozorny, może nawet weźmie się takiego czasem do łóżka, ale za to na drugi dzień trzeba będzie go przeczołgać, żeby sobie za dużo nie wyobrażał. To wszystko, co można mu zaproponować. Jeśli jest zbyt rozbuchany i ma ambicje, może zechcieć ustawić się w roli "księcia małżonka" u boku szefowej, ale takiego szybko da się zgasić, kompromitując go przy pierwszej okazji. Ambicje i awanse? Nigdy! Te ostatnie należą się przede wszystkim dziewczynom, które wykonują najcięższą pracę. Żaden samiec nie może rościć sobie prawa do awansów.

Kobietami rządzącymi firmą kieruje instynkt władzy. Kiedy któraś raz poczuje, czym jest władza, nie zamieni tego jedynego w swoim rodzaju uczucia na nic innego. W zdobyciu zaś i utrzymaniu władzy pomóc kobiecie mogą jedynie inne kobiety. One doskonale zdają sobie z tego sprawę i dlatego solidaryzują się tylko ze sobą. Mężczyzna, choćby nawet najbardziej przyjacielski, zawsze będzie wrogiem, a przynajmniej konkurentem.

Po co w takim razie kobiety trzęsące jakąś instytucją decydują się na przyjęcie pomiędzy siebie faceta? Jedynym wytłumaczeniem jest, że robią to dla żartu. Po to, żeby się trochę rozerwać i pośmiać, żeby było o kim plotkować na papierosie i przy obiedzie. Innych powodów nie ma. Czasem facetowi wydaje się, że przyjęły go, bo im się spodobał. Trzeba być nie lada durniem, żeby wymyślić coś takiego i jeszcze próbować coś zdziałać w oparciu o tę błyskotliwą tezę. To jedno z głupszych przedsięwzięć - próba poderwania którejś z koleżanek biurowych - najczęściej kończy się kompromitacją, albo publicznym upokorzeniem. A nie ma chyba nic gorszego dla mężczyzny niż publiczne upokorzenie w obecności wielu kobiet.

Faceci myślą, że kiedy kobiety kłócą się ze sobą, płaczą, rozdrapują twarze lub rzucają jakimiś przedmiotami o podłogę, to jest to oznaka prawdziwych emocji. Nic bardziej błędnego. To tylko taka gra, która jest jednym z biurowych rytuałów. One mogą się w ten sposób kłócić o pieniądze na przykład, choć deklarowany powód kłótni jest zupełnie inny, szlachetniejszy, bardziej emocjonalny i piękny. One, wydzierając sobie z rąk teczkę z dokumentami, mogą wrzeszczeć, że chodzi o zasady, gdy tymczasem w rzeczywistości spór toczy się o to, kto dostanie premię, a kto nie. Mężczyzna, który nie rozpozna właściwie sytuacji i wtrąci się do kłótni, już na wstępie jest skończony.

Uciekać czy walczyć?

Nie ma o co walczyć, zdecydowanie należy uciekać. Jeśli trafiliśmy do firmy, która zatrudnia same kobiety lub stanowią one przeważającą część jej pracowników, nie mamy innego wyjścia. Kariery tam nie zrobimy. Niech nam się nie wydaje, że jeśli jest tam jeszcze jakiś facet, to jakoś sobie poradzimy. Ten facet to zapewne kapuś, który będzie nas podchodził od samego początku na polecenie jednej z babskich frakcji. Jeśli mu zaufamy, to znaczy, że jesteśmy załatwieni.

Musimy poszukać sobie takiego miejsca, gdzie stosunek ilościowy pomiędzy kobietami a mężczyznami będzie zbliżony do optymalnego. O tym, że będzie tam tyle samo babek co facetów, możemy zapomnieć. Wspaniale będzie, jeśli na jednego mężczyznę przypadać będą dwie kobiety. W takich warunkach da się już żyć, choć nie będzie to życie szczególnie komfortowe. Może uda nam się jakoś urządzić, poznać kogoś sympatycznego i w miarę normalnego, może uda się nawet zorganizować jakieś życie towarzyskie w firmie. Z kobietami jest bowiem tak, że małpiego rozumu dostają one dopiero wtedy, gdy przebywają we własnym towarzystwie. Jeśli znajdują się w towarzystwie mieszanym i nie działają na nie żadne potężne kosmiczne siły w postaci zawiści o długie nogi koleżanki, wtedy są istotami wspaniałymi i dobrymi. Można nawet powiedzieć, że są ludzkie. Stać je na gesty pełne ciepła gesty i na to, by podzielić się z kolegą z pracy kanapką. Mogą zastąpić mężczyznę w wykonywaniu jakiegoś wyjątkowo przykrego zadania, co więcej - zrobią to z uśmiechem na ustach. Warunkiem takich zachowań jest jednak to, by w pobliżu znajdowali się także inni mężczyźni w sporym wyborze. Jeśli ich nie ma, kobieta zamienia się z miejsca w wampira ssącego siły życiowe i wyrywającego serca.

Pozostaje więc mieć nadzieję, że wszyscy poszukujący pracy lub ją zmieniający trafią do takich firm właśnie, gdzie roześmiane dziewczęta nie będą ze sobą rywalizować, tylko współpracować ku ogólnemu pożytkowi. Jeśli stanie się inaczej, lepiej wiać. Podkreślmy to jeszcze raz: ucieczka jest jedynym ratunkiem.

Zapraszamy do komentowania artykułu
Wypowiedz się na forum o2.pl


Pozostałe w dziale
 
Powtórka ze strachu
O hiszpańskim sequelu horroru [Rec]2 Mariola Wiktor rozmawia w Wenecji z jego reżyserami,...
Geje i heavy metal
Nie tak znów dawno gruchnęła wiadomość, że Kristian Espendal, znany również jako Gaahl, zdecydował się...
 
Seks i alkohol
Na temat wpływu alkoholu na współżycie płciowe zdania są podzielone. Spora grupa osób twierdzi, że alkohol...
Kobiety do wojska
Żołnierzami były dziewczyny i kobiety, które bohatersko wspierały swoich towarzyszy w powstaniu warszawskim.
 
Czy "zdrowa żywność" jest naprawdę zdrowa?
Dziś już nie pojawiają się takie kurioza jak informacja o producencie ekologicznych płatków owsianych,...
Katastrofa tunguska: łańcuch zagadek
Wbrew potocznym opiniom katastrofa, która wydarzyła się nad rzeką Tunguzką 30 czerwca 1908 roku, była do przewidzenia.

Doza kultury jest redagowana siłami Portalu O2.pl i Komunikatora Tlen.pl
Masz pomysły, chcesz dla nas pisać? Daj nam znać: (dozakultury@tlen.pl).
 © 2017 Doza Kultury, kontakt dozakultury@tlen.pl ( pomysły, reklama, współpraca )