o2 doza kultury

Największy biceps świata

2009-05-18



Istnieje wiele sposobów na życie: można zostać nauczycielem, sportowcem, autorem tekstów w internecie albo nawet potworem. Przemiana siebie w monstrum jest zadaniem dość karkołomnym i długotrwałym ze względu na osiągi konkurencji. Michael Jackson na przykład nie nagrał od dawna żadnej piosenki, funkcjonując w popkulturze jako zboczeniec i dziwadło zawieszone gdzieś pomiędzy płciami i rasami. Jackson może mieć poczucie klęski, gdyż runął z samego szczytu prosto w błocko oskarżeń sądowych i rozpadu ciała, w czym teraz się tapla. Inni postanowili zmienić własną potworność w drogę do kariery.

Jestem pewien, że Denis Avner, słynny człowiek-kot, może żyć dostatnio z pokazywania się fotoreporterom i z występów w talk-show. Może nawet zdołał już oszczędzić na nowy organiczny ogon (ten, którego używa, jest mechaniczny). Jocelyn Wildenstein miała już mniej szczęścia; chcąc zatrzymać przy sobie męża, poddała się sekwencji operacji plastycznych mających nadać jej twarzy cechy kocie. Małżonek, ujrzawszy, co ze sobą nawyczyniała, zwiał najzwyczajniej w świecie i tylko przesłał szalonej żonie papiery rozwodowe. Seks z potworem ma w sobie sporą nutę perwersji, niestety nie dla wszystkich jest to do zniesienia. Na filmach porno z Lolą Ferrari, aktoreczką o biuście większym od siebie, widzimy facetów z biednym wzwodem, na granicy mdłości, najwyraźniej nie wiedzących, jak tu się zabrać do tego stwora. Zresztą cyc ów wpędził Lolo do grobu. Strach zapytać, jak wyglądała jej trumna, ale do dziś po sieci krążą rentgenowskie zdjęcia biustu wielkiego jak piłki lekarskie.

Gregory Valentino dobiega pięćdziesiątki, cieszy się największymi ramionami na świecie oraz statusem pajaca w kulturystycznym światku. Zdaje sobie z tego sprawę: Wiem, że budzę wstręt - mówi. Wiem, że jestem pośmiewiskiem dla kulturystyki. Zdaję sobie z tego sprawę, ale wszystko jest ze mną w porządku. W dzisiejszych czasach zawodowy paker musi przypominać monstrum, lecz pan Valentino przebił wszystkich. Jego ramię liczy teraz 25 cali w obwodzie, a i tak zmniejszyło się na skutek pobytu za kratkami. W koszulce na ramiączkach sprawia surrealistyczne wrażenie, jakby jego łapska miały zaraz pęknąć, ochlapując wodą wszystkich wokoło.

Raz zresztą tak się stało. Gregg spostrzegł, że jego biceps napuchł, więc postanowił pobawić się w doktora: wbił igłę, pociekło i nie chciało przestać. Nasz kulturysta zwlekał kilka godzin, nim zadzwonił po pomoc. Ramię trafiło pod skalpel i od tamtej pory jeden z bicepsów jest wyraźnie mniejszy, za to przecięty okropną blizną. Prócz niej Gregg miał wrzody, których usunięcie również uszczupliło jego sylwetkę i na jakiś czas zmienił się w impotenta, jak sam stwierdza - za sprawą odcięcia go od testosteronu w więzieniu. Wcześniej brał go na tony (3000 mg tygodniowo).

Za wygląd Gregga odpowiada nie testosteron, ani nawet sterydy najróżniejszej maści, lecz synthol, czemu sam zaprzecza i w co nikt mu nie wierzy. Synthol stworzono specjalnie z myślą o kulturystach, formalnie jest rozpowszechniany jako olejek do smarowania. Chris Clark, stały bywalec siłowni, odkrył, że wstrzyknięty w ciało tworzy rodzaj implantu, wypychając mięśnie ku górze. Efekt jest natychmiastowy, ale ma wyraźne skutki uboczne. Nie sposób przewidzieć, jak rozleje się synthol, w konsekwencji czego ręka zatraca naturalne kształty. Ponadto organizm absorbuje tę substancję i trzeba biec po strzykawkę. Sam Gregg utrzymuje, że jest zwykłym sterydziarzem; synthol widział, ale z daleka, a wielkie łapy zawdzięcza 30 latom treningu i dobrym genom.

Na zdjęciach z lat osiemdziesiątych wygląda jeszcze normalnie: ot, przypakowany facet; plakaty z takimi wiszą jeszcze w starszych siłowniach. Rozczarowany tym, że koledzy robią postępy, a on stoi w miejscu, sięgnął po wsparcie i już nie było tak różowo. Rozrósł się do dzisiejszych rozmiarów, budząc u ludzi przerażenie, do którego podchodzi z zaskakującym spokojem: Rozumiem, skąd bierze się ta nienawiść. (…) Boisz się tego, czego nie znasz i czego nie rozumiesz. Zamkniesz ludzi w ciemnym pomieszczeniu, to będą się bali, włącz światło, to przestaną się bać. I dodaje ze szczerością samotnego nastolatka: Niektórzy po prostu mnie nie rozumieją.

W życiu imał się różnych prac: robił w nieruchomościach i woził dzieci samochodem szkolnym, prowadził siłownię, aż wreszcie zabrał się do handlowania niedozwolonymi substancjami. Dziś wspomina, wyraźnie wstrząśnięty, jak to wspólnicy w interesach strzelali do siebie, zabijali, a on sam kilkukrotnie ledwo uniknął śmierci. Raz za sprawą swojej dziewczyny o imieniu Julissa, miłości życia. Nie wdając się w szczegóły, jak to w interesach bywa, Gregg poszedł załatwić biznes i zobaczył lufę wymierzoną w siebie. Pewnie by zginął, gdyby nie dziewczyna właśnie. Ta, niewiele myśląc, wpakowała napastnikowi kulkę w tyłek. Dziś Julissa już nie żyje, zmarła po przedawkowaniu narkotyków. Jeśli życie Gregga jest komedią o wariacie, to ten epizod wywołuje smutek. W końcu niewiele jest kobiet gotowych wpakować komuś kulkę w cztery litery, by bronić swojego faceta. Szkoda tylko, że nie wiadomo, czy to prawda. Opowieść o strzelaninie znamy z ust Gregga - faceta, który nieustannie powtarza, że nie bierze syntholu.

Wreszcie Greg trafił do więzienia za handel sterydami. Z właściwą sobie bezpośredniością stwierdza, że ciupa uratowała mu życie, odcinając go od nielegalnych suplementów. Szedł na samo dno, stracił rodzinę, siłownię, przyjaciół i kontakt z rzeczywistością. Znalazłszy się na zwolnieniu warunkowym, trafił na program terapeutyczny o bardzo ostrym rygorze: musi meldować się na spotkaniach i pozostać czystym pod groźbą powrotu do mamra. Ma się chyba lepiej niż kiedykolwiek i dobrze zarabia, obskakując programy telewizyjne, jeżdżąc po Ameryce, sprzedając filmy instruktażowe oraz... synthol za pośrednictwem swojej strony internetowej. W wywiadach opowiada o swojej przyjaźni z Mikiem Tysonem i innymi celebrytami, prezentuje też swoje zdjęcia z zadowolonym Arnoldem Schwarzeneggerem.

Zawodowi kulturyści wyśmiewający Gregga mają oczywiście rację, bo trzeba mieć nie po kolei w głowie, by zrobić z siebie potwora o bicepsach przypominających baloniki w wesołym miasteczku. Ale Greg jest nie tylko szczerym do bólu pacanem. Jego straszliwy wygląd uprzytomnia, dokąd właściwie zawędrowała kulturystyka: wystartowawszy w latach trzydziestych od prób nadania ludzkiej sylwetce antycznych greckich kształtów przez eksperymentowanie z własnym ciałem, skończyła się na Greggu i jego łapskach. Zawodowy mięśniak musi brać, a jego życie będzie się kręcić wokół diety, sterydów anabolicznych i najróżniejszych innych wynalazków. W tym świecie wysiłek wypychania sztangi ustępuje jedynie ganianiu za sponsorem, a pieniądze w branży są raczej mierne; niejeden stały bywalec podium dorabia sobie w klubach ze striptizem albo handluje koksem jak Gregg.

Innymi słowy profesjonalni mięśniacy robią dokładnie to samo, co pan Valentino, ten jedynie - za sprawą własnej głupoty, kompleksów i braku wyobraźni - doprowadził ich metodę do absurdu. W gruncie rzeczy przecież kulturystyka jest fiksacją na punkcie ciała i właśnie Gregg ujawnia tę prawdę najpełniej.

Teraz, korzystając ze wsparcia profesjonalnego pisarza, przygotowuje książkę o swoim życiu. Zapytany, czy nie boi się konsekwencji rujnowania swojego ciała, na przykład tego, że pewnego dnia lekarz amputuje mu ramiona, odpowiada z rozbrajającą szczerością: Wtedy będę prawdziwym dziwadłem, prawda?

Zapraszamy do komentowania artykułu
Wypowiedz się na forum o2.pl

Łukasz Orbitowski

Pozostałe w dziale
 
Powtórka ze strachu
O hiszpańskim sequelu horroru [Rec]2 Mariola Wiktor rozmawia w Wenecji z jego reżyserami,...
Geje i heavy metal
Nie tak znów dawno gruchnęła wiadomość, że Kristian Espendal, znany również jako Gaahl, zdecydował się...
 
Seks i alkohol
Na temat wpływu alkoholu na współżycie płciowe zdania są podzielone. Spora grupa osób twierdzi, że alkohol...
Kobiety do wojska
Żołnierzami były dziewczyny i kobiety, które bohatersko wspierały swoich towarzyszy w powstaniu warszawskim.
 
Czy "zdrowa żywność" jest naprawdę zdrowa?
Dziś już nie pojawiają się takie kurioza jak informacja o producencie ekologicznych płatków owsianych,...
Katastrofa tunguska: łańcuch zagadek
Wbrew potocznym opiniom katastrofa, która wydarzyła się nad rzeką Tunguzką 30 czerwca 1908 roku, była do przewidzenia.

Doza kultury jest redagowana siłami Portalu O2.pl i Komunikatora Tlen.pl
Masz pomysły, chcesz dla nas pisać? Daj nam znać: (dozakultury@tlen.pl).
 © 2017 Doza Kultury, kontakt dozakultury@tlen.pl ( pomysły, reklama, współpraca )