o2 doza kultury

Seks i alkohol

2009-06-24



Na temat wpływu alkoholu na współżycie płciowe zdania są podzielone. Spora grupa osób twierdzi, że alkohol zdecydowanie pomaga i dodaje człowiekowi fantazji, ale są też tacy, którzy za nic w świecie nie pozwolą sobie na wypicie choćby lampki wina, bo obawiają się, że to negatywnie wpłynie na ich doznania. Wszyscy zgadzają się tylko co do jednego: alkohol ma wpływ na seks, i to dość wyraźny.

Pij, to będziesz łatwiejsza

Takie powiedzenie krążyło niegdyś po wszystkich imprezach jak kraj długi i szeroki. Dziś trochę się zdezaktualizowało, bo kobiety, jeśli mają ochotę, to powiedzą o tym same, bez wprowadzania do organizmu nawet śladowych ilości alkoholu. Alkohol jednak pojawia się w takich razach, ale służy już czemu innemu niż kiedyś. Nie jest ponurym afrodyzjakiem dla frustratów, którzy muszą upić dziewczynę, by w ogóle mieć szansę na jakiś seks. Dziś alkohol ma uprzyjemniać wieczór. Tak mówią wszyscy, którzy go piją, ale czy rzeczywiście to jest takie ekscytujące - strzelić sobie jednego przed akcją? Alkohol odpręża, ale także powoduje rozmaite żołądkowe niedyspozycje, które niekoniecznie muszą skończyć się wizytą w szpitalu, ale mogą w znacznym stopniu obniżyć jakość współżycia - jak to uczenie określają psychologowie. Nawet lampka lekkiego wina, może doprowadzić do skurczów żołądka i w rezultacie zamiast myśleć o seksie, zaczniemy rozglądać się za jakąś wygodną i cieplutką toaletą. To nie będzie oczywiście fair wobec partnerki, ale powiedzieć jej o tym nie możemy. Trzeba więc kontynuować grę, nie wiadomo dlaczego nazywaną "wstępną", i doprowadzić w końcu do zbliżenia, które w tym momencie wcale nie jest dla nas satysfakcjonujące i miłe, bo wciąż myślimy o naszym brzuchu. Osoby z wrażliwym żołądkiem powinny więc unikać alkoholu przed seksem, bo źle na tym wyjdą. Jest jeszcze jedna szalenie istotna rzecz: nie każdy i nie każda lubi, gdy partnerowi jedzie z ust sfermentowanym owocem lub zupą chmielową, że o poczciwej gorzałce nie wspomnę. Ta ostatnia jest wręcz okropna, wlewanie w siebie wódki - dla kurażu - to prawdziwy horror. No chyba że ktoś zamierza "pokozaczyć", a nie potrafi tego zrobić na trzeźwo. Przypominam jednak, że po wódce - nawet jej niewielkich ilościach - przypadki nagłego osłabnięcia zdarzają się nader często, a piszącemu te słowa zdarzyło się nawet zasnąć kiedyś w trakcie, za co został srodze przez partnerkę ukarany. Wódka - nie! Takie hasło powinno wisieć nad każdym łóżkiem, w którym ludzie uprawiają seks.

A może piwko?

Nie ma chyba obrzydliwszego widoku niż facet wracający ze spotkania z kolegami, na którym "pękło" kilka butelek piwa. On oczywiście nie wie, że przesadził. Czuje się świetnie, słonko świeci, a on idzie. W drodze rzecz jasna myśli o tym, że gdy już dotrze do domu, to przyciśnie swoją dziewczynę i raz dwa zrobi jej dobrze. Koszula mu się trochę rozpięła na brzuchu i wylazła z jednej strony ze spodni, ale co tam, najważniejsze, że humor dopisuje i ochota do życia jest. Powyższy opis dotyczy najstraszliwszego chyba widoku dla kobiecych oczu. Nie dość, że lekko pijany, to jeszcze fleja, nie dość, że na kilometr jedzie od niego skwaśniałym piwem, to jeszcze domaga się jakichś seksualnych usług. Nie da sobie oczywiście wytłumaczyć, że to nie ma sensu, bo i tak mu nie stanie albo w połowie się tak zasapie i zakaszle, że będzie musiał potem leżeć pół dnia z oczami wbitymi w sufit i obserwować muchy łażące wokół żyrandola. Takie argumenty nie trafiają jednak do rozanielonego piwosza, który oczyma przypominającymi zamarznięte pomyje wodzi za swoją kobietą i stara się uważnie obserwować jej pupę, która rozdwaja mu się chwilami na dwie pupy, a wszystko to oczywiście od piwa.

Piwo jest zdradliwe i powoduje znacznie większą dekompozycję osoby pijącego niż mocniejsze alkohole. Po wódce lub winie (oczywiście nie po całej butelce) człowiek odruchowo próbuje doprowadzić się do porządku, o seksie nie myśli, chyba że go mocno przypili. Koncentruje się na wywołaniu dobrego wrażenia i zaimponowaniu partnerce aktorską dykcją lub swobodnym poruszaniem się w rytm muzyki. Z piwem jest inaczej. Piwo rozleniwia i przekonuje człowieka, że tak naprawdę to nic w zasadzie nie wypił.

Ale może jednak!?

Są oczywiście tacy, którzy twierdzą coś wręcz odwrotnego - to mianowicie, że alkohol stymuluje dodatnio i nastraja wprost szampańsko, jeśli chodzi o seks. Jeśli człowiek ma umiar i po kilku łykach po prostu przestanie pić i zajmie się partnerką, która także strzeli sobie małe co nieco, to może być nawet sympatycznie. Miłośnicy seksu po alkoholu polecają szczególnie rozmaite likiery i nalewki, które są co prawda słodkie, ale za to mają bardzo przyjemny aromat i nie śmierdzi po nich z ust jak po browarku lub gorzałeczce. Alkohol poza tym rozgrzewa i wyzwala drzemiącą w człowieku fantazję. Można wtedy zaproponować partnerce coś, o czym na trzeźwo nawet nie odważylibyśmy się pomyśleć. Kobieta, która drży na samą myśl, że mogłaby wprost oznajmić swojemu partnerowi, jakie są jej oczekiwania, po wypiciu trzech kieliszków brzoskwiniowego likieru i zjedzeniu kilku czekoladek z podobnym likierem, tyle że wiśniowym, zdolna jest perorować o swych potrzebach, wymachując rękami przez pół nocy albo i dłużej. Jeśli za długo gada, trzeba ją w końcu przewrócić na tapczan i powstrzymać ten słowotok.

Ma również alkohol i tę zaletę, że jeśli coś pójdzie nie tak, możemy wszystko zwalić na kieliszeczek brandy lub lampkę szampana. Zdarza się też, że wszystko idzie jak z płatka, a ona zachwycona naszą postawą nie przypuszcza nawet, że to z powodu kilku głębszych, bo normalnie jesteśmy ponurym okrąglakiem, który siedzi na łóżku i patrzy na swoje koślawe stopy; jednak sytuacja taka to wstęp do alkoholizmu, nie może nam za dobrze iść po wypiciu, bo już zawsze będziemy sięgać po dopalacz z obawy, że na trzeźwo wszystko sknocimy.

Miłośnicy łóżkowej konsumpcji alkoholu wskazują także na walory estetyczne takich nawyków. Czyż nie pięknie jest leżeć sobie razem w pościeli i pożerać widelczykami wielkie, czerwone truskawki, popijając je szampanem? Oczywiście, że to wspaniałe, przynajmniej do chwili, gdy jakaś truskawka nie spadnie na kołdrę i nie zniszczy jej bezpowrotnie. O ile rzecz dzieje się u nas w domu - drobiazg - żona wróci i wypierze. U niej może być gorzej. Kobiety rzadko rozumieją, że takie rzeczy jak pościel, odzież i w ogóle tkaniny niszczą się przypadkowo. Szampan w łóżku nastraja szampańsko, można więc spróbować. Z piwem nie radzę, bo beka się potem okropnie. Wódka w malutkich ilościach może być, ale gdy już ktoś zacznie, rzadko kiedy potrafi się powstrzymać od picia. Wino - tak sobie. Likiery i słodkości - oczywiście, że można, byle z głową.

Zapraszamy do komentowania artykułu
Wypowiedz się na forum o2.pl

Sergiusz Rot


Pozostałe w dziale
 
Powtórka ze strachu
O hiszpańskim sequelu horroru [Rec]2 Mariola Wiktor rozmawia w Wenecji z jego reżyserami,...
Geje i heavy metal
Nie tak znów dawno gruchnęła wiadomość, że Kristian Espendal, znany również jako Gaahl, zdecydował się...
 
Seks i alkohol
Na temat wpływu alkoholu na współżycie płciowe zdania są podzielone. Spora grupa osób twierdzi, że alkohol...
Kobiety do wojska
Żołnierzami były dziewczyny i kobiety, które bohatersko wspierały swoich towarzyszy w powstaniu warszawskim.
 
Czy "zdrowa żywność" jest naprawdę zdrowa?
Dziś już nie pojawiają się takie kurioza jak informacja o producencie ekologicznych płatków owsianych,...
Katastrofa tunguska: łańcuch zagadek
Wbrew potocznym opiniom katastrofa, która wydarzyła się nad rzeką Tunguzką 30 czerwca 1908 roku, była do przewidzenia.

Doza kultury jest redagowana siłami Portalu O2.pl i Komunikatora Tlen.pl
Masz pomysły, chcesz dla nas pisać? Daj nam znać: (dozakultury@tlen.pl).
 © 2017 Doza Kultury, kontakt dozakultury@tlen.pl ( pomysły, reklama, współpraca )