Pirackie kasety ojca
Regina, córka żydowskich emigrantów, którzy w latach 80. uciekli z Moskwy do nowojorskiego Bronxu, kształciła swój muzyczny gust słuchając pirackich kaset ojca z zachodnim popem i rockiem. Równocześnie uczyła się gry na fortepianie w szkole muzycznej. Znalazła się w Nowym Jorku, mając 9 lat. Kontynuowała tam naukę, kończąc z powodzeniem nowojorskie konserwatorium. W Stanach
po raz pierwszy zetknęła się z jazzem, co znacząco wpłynęło na jej muzyczny rozwój. Szczególnie do gustu przypadła jej legendarna śpiewaczka Billie Holiday, która do dziś jest dla niej największą inspiracją.
W 2001 roku Regina Spektor nagrała własnym sumptem debiutancki album 11:11. Mimo młodego wieku zadziwia na nim muzyczną dojrzałością i niebywałą odwagą. Instrumentarium ograniczone jest do minimum. Raz śpiewa tylko z fortepianem, innym razem towarzyszy jej kontrabas, w utworze I Want To Sing jedynym źródłem dźwięku jest jej głos. Bezsprzecznie najlepszy moment na płycie to Pavlov's Daughter, siedmiominutowy song na miarę Kurta Weila. Zaczyna się rapową melorecytacją na tle prostego rytmu, wystukiwanego przez samą artystkę na pudle instrumentu. Fortepian tworzy tu napięcie, klimat, buduje dynamikę. Dramaturgia i obrazowość tej muzyki nie pozwalają przejść obok niej obojętnie. Kontrast wysokiego, przejmującego głosu Reginy z niskimi akordami klawiszy świadczy o jej wielkim wyczuciu i muzycznym smaku. Siłą rzeczy nasuwają się skojarzenia z dokonaniami Tori Amos i Norah Jones, ale to tylko powierzchowne podobieństwo.
Radziecki kicz
Regina stroni od popu i jest zdecydowanie bardziej eklektyczna. W jej utworach słychać inteligentne nawiązania do różnych stylów i konwencji, a nawet... piosenek Marilyn Monroe.
Jest też dużo buntu, szaleństwa i drapieżności.
Artystka szukała swojej szansy, grywając w każdym możliwym miejscu, od klubów dla gejów po teatry komedii. W końcu zwrócił na nią uwagę Alan Bezozi, perkusista grupy They Might Be Giants. Przedstawił młodą pianistkę Gordonowi Raphaelowi, producentowi The Strokes, który wynegocjował dla niej kontrakt z wytwórnią Sire. Trzy lata po debiucie ukazał się krążek o wiele mówiącym tytule Soviet Kitsch. Promował go przebojowy singiel Us z nieco bajkową linią melodyczną, podpartą fortepianem i kwartetem smyczkowym. Płyta jest przystępniejsza od wcześniejszych nagrań Reginy, choć nie brakuje na niej niespodzianek. Your Honor - zaskakujący brudem i agresją punkowy utwór, którego nie powstydziłaby się PJ Harvey, poprzedza cichutka, jakby wyszeptana pod kołdrą kompozycja Whisper.
Teatralną konwencję, którą piosenkarka przesiąknęła zapewne podczas występów w klubach, słychać w długiej balladzie Chemo Limo. To poruszająca opowieść o śnie. Mamy tu do czynienia z prawdziwą wokalną ucztą. Regina momentami nuci cichutko jak mała dziewczynka, czasem podśpiewuje pod nosem, by nagle zacząć piszczeć i wrzeszczeć. Idealnie buduje dramaturgię, przechodząc znienacka od szeptu do krzyku, wplatając do poważnego utworu zabawne wstawki wokalne.
Zdecydowaną nowością na tym krążku jest dwukrotne użycie perkusji - we wspomnianym wcześniej punkowym Your Honor i w utworze Carbon Monoxide.
Klasyka
Z okładki najnowszego krążka, wydanego 13 czerwca, uśmiecha się do nas zalotnie długowłosa brunetka o żydowskich rysach, z demonstracyjnie zawieszoną na szyi sześcioramienną gwiazdą. Album nazywa się
Begin To Hope i jest kolejnym wydawnictwem nagranym dla Sire. Poprzedzała go kompilacja o niezwykle długim tytule
Mary Ann Meets The Gravediggers And Other Short Stories, której zadaniem było przybliżenie starszych dokonań pianistki. Warto wspomnieć, że otwierał ją utwór
Oedipus, będący zgrabnym, nieco żartobliwym nawiązaniem do
Luki Suzanne Vegi (również mieszkającej w Nowym Jorku).
Nowy album otwiera niewątpliwy przebój Fidelity, który wpada w ucho już po pierwszym przesłuchaniu. Znów pojawia się perkusja, ale są też smyczkowe smaczki i znak charakterystyczny Reginy - wielokrotnie powtarzane frazy. Drugi utwór - Better, z prostą, a nawet prostacką, przesterowaną gitarą, brzmi niestety jak setki podobnych amerykańskich produkcji. Czuć wyraźnie, że artystka uległa naciskom wytwórni i przygotowała też - poza prostymi piosenkami przy fortepianie - coś "dla wszystkich".
Przez ten ukłon w stronę popu płyta trochę rozczarowuje. Ratują ją kompozycje ambitniejsze, w starym stylu, jak choćby rewelacyjne Apres Moi z patetycznym motywem fortepianowym i orkiestrowymi ozdobnikami. To jedyny utwór w dotychczasowym dorobku, w którym Regina jasno nawiązuje do swoich korzeni, śpiewając jedną ze zwrotek po rosyjsku. Zgrabnie zbudowany, od prostych, oszczędnych zagrywek na początku do ściany dźwięku pod koniec, należy do szczytowych osiągnięć artystki.
W następnej piosence, zatytułowanej 20 Years of Snow, wyraźnie słychać klasyczne wykształcenie pianistki (partia fortepianu i sposób aranżacji). Pobrzmiewają w niej echa rosyjskiego impresjonizmu, w szczególności dokonań Musorgskiego.
Trzeba przyznać, że Regina Spektor to artystka przewrotna. Kolejny utwór to chropawy That Time, z linią gitary jakby żywcem wyjętą z nagrań Sonic Youth. Z grupą tą (poza miejscem działalności) łaczy ją ponadto upodobanie do eksperymentów brzmieniowych, np. wystukiwanie rytmu na obudowie fortepianu lub krześle.
Dotychczasowa droga artystyczna Reginy wygląda dość dziwnie, ale i znajomo: od ambitnych początków do marketingowego kompromisu. Gdyby nie popowe "odchyły", możnaby ustawić ją w rzędzie z takimi artystkami jak nowojorska pianistka i kompozytorka Meredith Monk. Trudno przewidzieć w jakim kierunku potoczy się jej kariera, z pewnością jednak ta rosyjska Żydówka jeszcze nie raz nas zaskoczy.
Wszystko wskazuje na to, że Regina Spektor ma szansę stać się niedługo kolejną kultową postacią Nowego Jorku. W lipcu rozpoczyna europejską trasę koncertową, niestety z pominięciem Polski.