o2 doza kultury

Życie i śmierć Kevina Cartera

2006-07-27




Jest wiele fotografii, które wstrząsnęły mediami i ludźmi chętnymi poznać dalszy ciąg historii zatrzymanych w kadrze. Losy niektórych bohaterów poznajemy po latach. Autorzy zdjęć pozostają często anonimowi.


Ból towarzyszący życiu
przewyższa radość do tego
stopnia, że ta przestaje istnieć.

Kevin Carter (1960-1993)


W tym przypadku też zaczęło się od pewnego zdjęcia. Fotografia umierającej z głodu afrykańskiej dziewczynki, która pada w drodze po jedzenie zapewniła Kevinowi Carterowi międzynarodową sławę. Po śmierci stał się legendą, wspominaną i przywoływaną w piosenkach, powieściach i filmach. Za swoją pasję zapłacił najwyższą cenę. Fotografia małej Sudanki w pewnym sensie zabiła Cartera. Tematyka zdjęć, które robił jako fotoreporter, doprowadziła go na skraj depresji. Nosił w sobie cały horror swojej pracy.

Życie

Kevin Carter urodził się w Johannesburgu, w rodzinie brytyjskich emigrantów akceptujących obowiązujący wówczas w RPA apartheid. W odróżnieniu od swoich rodziców, młody Kevin buntował się przeciwko dyskryminacji czarnych obywateli. Karierę zaczynał od fotografowania imprez sportowych, ale ponad piłkarzy i lekkoatletów wolał zamieszki przeciw apartheidowi, jakie przetaczały się w tym czasie przez Johannesburg. Z czasem przeszedł do lokalnej gazet "Star" i stał się jednym z dziennikarzy demaskujących brutalność apartheidu. Dla białych były to sytuacje bardzo groźne. Z czasem do Cartera dołączyła trójka przyjaciół reporterów - Ken Oosterbroek, Greg Marinovich i Joao Silva. Autobus ostrzelany przez bandę morderców, pasażerowie wyrzuceni z pociągu czy człowiek zakatowany na ulicy - wszystkie wydarzenia będące codziennością w kraju apartheidu były uwieczniane przez czwórkę nieustraszonych reporterów. Jeden z magazynów nazwał ich Bang Bang Club. W 1990 roku Ken Oosterbroek

został uhonorowany Nagrodą Pulitzera. Jako pierwszy z klubu zyskał uznanie i stał się mentorem grupy, wzorem dla Cartera. Ken był też najbliższym przyjacielem Kevina, chociaż stanowił jego przeciwieństwo - prowadził ustabilizowane życie, miał żonę. Carter był lekkoduchem, od czasu do czasu zajmującym się nieślubną córką Megan. Nie stronił od narkotyków.

Śmierć

1993 był kolejnym rokiem walki Nelsona Mandeli z apartheidem w RPA. Kevin Carter wraz z Silvą pojechał do Sudanu, aby fotografować ofiary głodu. Od razu po wylądowaniu zabrał się za robienie zdjęć. Szukając ulgi od widoku setek umierających ludzi, wybrał się w głąb buszu. Podczas tej wyprawy zauważył chudziutką dziewczynkę starającą się dotrzeć do punktu, w którym rozdawano żywność. Gdy dziewczynka zatrzymała się aby odpocząć, Carter zaczął robić jej zdjęcia. W tym momencie tuż obok dziecka wylądował tłusty sęp. Nie chcąc spłoszyć ptaka, fotograf w bezruchu fotografował scenę i czekał, aż sęp rozłoży skrzydła. Nie doczekał się. Niedługo po tym zdjęcie trafiło na pierwszą stronę "New York Times". Reakcja czytelników była tak wielka, że w nocy po publikacji zdjęcia w redakcji urywały się telefony od ludzi zainteresowanych dalszym losem dziewczynki. W końcu wydawca postanowił opublikować notkę na ten temat – udało jej się uciec od drapieżnika, ale nie wiadomo, czy dotarła do celu. Zdjęcie zyskało rangę symbolu konfliktu w Sudanie. Carter wyznał w jednym z wywiadów, że po zrobieniu zdjęcia usiadł pod drzewem i długo płakał. Wiele razy pytano go, czy dziewczynka przeżyła i dlaczego jej nie pomógł. Niektórzy krytykowali reportera za bierność w tak dramatycznej sytuacji. Nawet jego przyjaciele zastanawiali się nad etyczną stroną takiego postępowania. – Na jego miejscu przegoniłabym ptaka, wzięła tę dziewczynkę, wsadziła do plecaka, zawiozła do szpitala a potem adoptowała. Teraz jej kości pewnie już wyschły na wiór gdzieś na pustyni w Sudanie – tak komentowała zdjęcie jedna z wstrząśniętych czytelniczek. Obrońcy zachowania Cartera tłumaczyli, że on tylko zrobił zdjęcie jednego z tysiąca umierających dzieci. Zamieszczenie go na okładce dziennika wywołało masową reakcję społeczną i zbiórkę pieniędzy na pomoc żywnościową dla krajów takich jak Sudan.

Rok po tym do Cartera zadzwoniła Nancy Buirski, wydawca "New York Timesa" z informacją, że został laureatem Nagrody Pulitzera. Radość uhonorowanego gaśnie klika dni później, gdy dosięga go wiadomość o śmierci Kena, który wraz z resztą Bang Bang Clubu wyjechał śledzić konflikt w Takozie. Podczas zamieszek Oosterbroek i Marinovich znaleźli się na linii ognia i zostali postrzeleni. Oosterbroek zmarł wskutek ran. Zginął od zabłąkanej kuli wystrzelonej przez żołnierza sił pokojowych. Miało to miejsce dzień przed pierwszymi demokratycznymi wyborami w RPA. Carter uważał, że to on powinien zginąć od kuli. Zaczął pogrążać się w rozpaczy, coraz częściej wspominał o samobójstwie. Ostatnią osobą, która rozmawiała z Carterem była wdowa po Oosterbroeku. Znaleziono go 27 lipca 1993 roku w samochodzie zaparkowanym w miejscu, gdzie często bawił się jako dziecko.

Zmarł wskutek zatrucia tlenkiem węgla. Miał 33 lata. W liście pożegnalnym napisał - Jestem załamany. Bez telefonu, bez pieniędzy na czynsz i na pomoc dzieciom. Prześladują mnie żywe obrazy zabitych i cierpiących, widok ciał, egzekucji, rannych dzieci. Odszedłem i jeśli będę miał szczęście, dołączę do Kena.

Tragiczna śmierć Cartera wzbudziła wielką sensację, wielką do tego stopnia, że siostra fotografa musiała apelować o zaprzestanie snucia domysłów i eksploatowania jego samobójstwa na łamach prasy.

Wiele ze zdjęć zrobionych przez Bang Bang Club trafiło na czołówki gazet całego świata. Spowodowały nacisk międzynarodowej opinii publicznej na rasistowski rząd RPA. Bang Bang Club działał w czasie apartheidu i dokumentował proces jego upadku, rozpoczęty wraz z pierwszymi demokratycznymi wyborami 27 kwietnia 1994 r. - Byli wiele razy w niebezpiecznej sytuacji, ale nigdy nie zrezygnowali z poświęcenia się idei – tak opisywał trójkę reporterów współpracujący z nimi amerykański korespondent wojenny James Nachtwey. Zwycięstwo Mandeli było końcem działalności Bang Bang Clubu, mimo że dwójka fotoreporterów pozostała aktywna zawodowo. Joao Silva pracował m.in. w Bagdadzie dla "New York Timesa", Greg Marinovich utrwalał na filmie konflikt w Sierra Leone. W 2000 roku wydali książkę dokumentującą historię klubu. Opisali w niej m.in. ostatnie dni życia Cartera i Oosterbroeka. Można zobaczyć jak Joao Silva fotografuje swojego umierającego przyjaciela, niesionego w kierunku najbliższego szpitala. Po raz kolejny pojawia się pytanie, jak powinien zachować się fotoreporter w takiej chwili. Według Silvy Oosterbroek nie miałby nic przeciwko publikacji tych zdjęć. Na podstawie książki nakręcono film dokumentalny "Śmierć Kevina Cartera", nominowany do Oscara w 2006 roku.

Co roku na całym świecie giną dziennikarze. To nie tylko świadkowie wojen i konfliktów ale i ich ofiary. Tylko w 2006 r zginęło 27 dziennikarzy i fotoreporterów. Nadal uwięzionych i nierzadko torturowanych jest 132 dziennikarzy. Na liście najbardziej niebezpiecznych miejsc pracy dla dziennikarzy, sporządzonej przez organizację Dziennikarze Bez Granic, znajdują się Irak, Iran, Kuba, Etiopia, Somalia, Pakistan i Chiny.

Skomentuj artykuł na forum Dozy Kultury

Magdalena Rybacka

Pozostałe w dziale
 
Powtórka ze strachu
O hiszpańskim sequelu horroru [Rec]2 Mariola Wiktor rozmawia w Wenecji z jego reżyserami,...
Geje i heavy metal
Nie tak znów dawno gruchnęła wiadomość, że Kristian Espendal, znany również jako Gaahl, zdecydował się...
 
Seks i alkohol
Na temat wpływu alkoholu na współżycie płciowe zdania są podzielone. Spora grupa osób twierdzi, że alkohol...
Kobiety do wojska
Żołnierzami były dziewczyny i kobiety, które bohatersko wspierały swoich towarzyszy w powstaniu warszawskim.
 
Czy "zdrowa żywność" jest naprawdę zdrowa?
Dziś już nie pojawiają się takie kurioza jak informacja o producencie ekologicznych płatków owsianych,...
Katastrofa tunguska: łańcuch zagadek
Wbrew potocznym opiniom katastrofa, która wydarzyła się nad rzeką Tunguzką 30 czerwca 1908 roku, była do przewidzenia.

Doza kultury jest redagowana siłami Portalu O2.pl i Komunikatora Tlen.pl
Masz pomysły, chcesz dla nas pisać? Daj nam znać: (dozakultury@tlen.pl).
 © 2010 Doza Kultury, kontakt dozakultury@tlen.pl ( pomysły, reklama, współpraca )