o2 doza kultury

Lizbona bez przewodnika

2007-08-31



Pamiętająca czasy Rzymian i Maurów stolica Portugalii to raj dla miłośników leniwego rozkoszowania się kawą i intensywnego nocnego życia. To miasto kontrastów, siedmiu malowniczych wzgórz, amatorów szybkiej jazdy samochodem i wszechobecnych handlarzy kokainą.

Wycieczkę pod Lizbonie należałoby zacząć nocą. Przechodząc przez niemal wymarłe i zadziwiająco ciche centrum miasta, możemy poznać prawdziwe jego oblicze. Wypucowane bruki, sypiące się, lecz wciąż piękne kamieniczki, a pośród nich prawdziwe architektoniczne perełki i przyjaźni mieszkańcy, którzy nie rozstają się z papierosami. Lizbona ma tyle urokliwych zakamarków, smaków, zapachów i tajemnic, że na ich odkrywanie i kosztowanie może nie starczyć czasu. Niezależnie od tego, ile się go ma.

Ciastka i papierosy

Wędrując po stromych wzgórzach Lizbony, penetrując snującą się na całej przestrzeni miasta pajęczynę ulic i uliczek, zaobserwujemy ciekawe zjawisko.

Dworzec Oriente
Na przekór sunącym z zawrotną prędkością samochodom, tramwajom i autobusom, ludzie zupełnie tu się nie spieszą. Eleganccy panowie w garniturach, ciemnowłose kobiety, młodzi, modnie ubrani mieszkańcy miasta, wszyscy Lizbończycy okazują się być mistrzami w spowalnianiu czasu i rozkoszowaniu się drobnymi przyjemnościami. W końcu nie bez powodu co drugie drzwi w kamienicach przy głównych deptakach i placach miasta prowadzą do maleńkich kawiarenek (pastelaria), w których obok pysznej, esencjonalnej i diabelnie mocnej kawy typu espresso (bica, ok. 0,50 euro) podawane są znakomite ciasteczka (bolos, każde za ok. 1 euro) o przeróżnej wielkości i zachwycających podniebienie smakach. Skosztować można zarówno rozpływających się w ustach pyszności pasteis de belem (maleńkie ciasteczka z masą przypominającą budyniową), jak i przyrządzanych z jaj oraz cukru przysmaków, torcików, tart ze słodkimi i warzywno-mięsnymi dodatkami. Okazji do smakowania popijanych kawą wypieków jest wiele.

Z powodu mnogości knajpek trudno w Lizbonie znaleźć sklep spożywczy (poza kilkom marketami w samym centrum). Z samego rana najlepiej więc wzorem mieszkańców miasta od razu skierować się do pastelarii. Ich asortyment jest tak bogaty, że każdy niezależnie od stopnia głodu i zasobności portfela z całą pewnością znajdzie coś pysznego dla siebie. Co więcej, koszt takiego kawowo-ciastkowego śniadania (1,5 euro), ewentualnie drugiego śniadania,
Niepowtarzalny klimat Alfamy
popołudniowej przekąski, podwieczorku czy też kolacji jest znacznie niższy niż koszt analogicznej przyjemności w większości warszawskich czy krakowskich kawiarni.

Skoro mowa o kawie i przyjemnościach, nie sposób nie wspomnieć, że Portugalczycy zdają się być największymi w zachodnim świecie fanami papierosów. Podczas gdy w większości krajów zakazuje się palenia tytoniu w miejscach publicznych, Portugalczycy prawdopodobnie zakaz taki wprowadzą jako ostatni i chyba tylko pod przymusem. W Lizbonie pali się bowiem na potęgę. O każdej porze dnia i nocy, w każdym miejscu, jakie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. O ile tłumy tytoniowych nałogowców nie dziwią w kawiarniach, restauracjach, klubach czy na ulicach, o tyle szokująca może wydać się ich obecność w centrach handlowych, na dworcach czy w lotniskowej hali odpraw. Kawa, ciastko i papieros to nieodłączny atrybut przesiadujących w knajpkach i pastelariach ludzi. Najbardziej znaną lizbońska kawiarnią jest Brasileira (przy Rua Garrett w dzielnicy Chiado), w której przesiadywał Fernando Pessoa, pisarz i poeta, narodowa duma Portugalczyków.

Precz z przewodnikiem

W turystycznych przewodnikach Lizbona podzielona jest na kilka obowiązkowych do zaliczenia dzielnic. Właściwie nic ponad to nie da się wymyślić, bo miasto
Bitoque
nie jest duże (600 tys. mieszkańców) i gdyby nie fakt, że położone jest na wzgórzach, dałoby się je zwiedzić na piechotę w kilka dni. Mimo że w mieście nie spotkamy zbyt wielu turystów, to każda z dzielnic ma zarówno miejsca, do których kierują się hordy przyjezdnych, jak i architektoniczne oraz krajobrazowe perełki, które trudno znaleźć w przewodnikach.

Zwiedzanie Lizbony najlepiej rozpocząć od dzielnicy Alfama. To tam wieczorami króluje fado. Wyprawę warto zacząć jednak za dnia i zdecydowanie należy zboczyć ze szlaku. Nie będzie to wcale trudne, bo w Alfamie nawet z planem miasta łatwo się zgubić. I o to właśnie chodzi. Wąskie uliczki często nie mają nazw albo po prostu nie są zaznaczone na mapie. To w nich odnajdziemy koloryt Portugalii - leciwe babcie dziergające serwetki na schodkach swych małych domków, panowie grający w karty na starych beczkach czy czekające na rozpalenie grille. Gdy jest ciepło, w Alfamie potrafi unosić się nieprzyjemny zapach ze studzienek kanalizacyjnych, pod którymi kłębią się stada karaluchów. Niczego nie należy się tu jednak obawiać, bo jest to dzielnica nad wyraz przyjazna. W miniaturowych knajpach (na przykład w dość zadeptanej okolicy Muzeum Fado czyli Casa do Fado e da Guitarra Portuguesa przy Largo do Chafariz de Dentro 1) możemy wypić kawę i zjeść ciacho. Inne jednak od tych podawanych w centrum, bo domowej roboty. Alfamę można by nazwać dzielnicą ludową, poza Muzeum Fado i paroma stricte turystycznymi lokalami nie przypomina jednak cepelii.

Tę odnajdziemy za to w Belem, najbardziej przereklamowanej części Lizbony. Obejrzeć można tam Klasztor Hieronimitów (port. Mosteiro dos Jeronimos), uznany za perłę stylu manuelińskiego (robi wrażenie!); Torre De Belem, skąd na swe wyprawy
Pessoa jest wszędzie
odpływał Vasco Da Gama czy Pomnik Zdobywców (Padrão dos Descobrimentos). Wszystkie turystyczne przewodniki polecają wizytę w Unica Fabrica Dos Pasteis De Belem (Rua de Belem nr 84-92), w której serwuje się słynne betlejemskie ciasteczka (pasteis de belem). W knajpce ruch oczywiście wielki. Kawiarnia jest celem turystycznych pielgrzymek i choć ciastka podają tu wyśmienite, to miejscowi raczej tu nie bywają. Jeśli jesteśmy w Lizbonie tylko kilka dni, czasochłonną wyprawę do Belem można sobie darować. Jeśli jednak już się tam znaleźliśmy, to warto złapać prom na drugą stronę rzeki (od 0,75 do 1,5 euro).

Jeśli kogoś interesują turystyczne atrakcje, to może oczywiście podpłynąć w okolice pomnika Chrystusa Króla (Christo Rei), który znajduje się nieopodal gigantycznego mostu 25 Kwietnia. Z drugiego brzegu Tagu roztacza się piękny widok na panoramę miasta. Przeprawić należy się jednak z zupełnie innego powodu - aby poznać zupełnie odmienne oblicze Lizbony. Bloki, rozpadające się rudery, miejsce, gdzie swe domy mają biedniejsi mieszkańcy miasta. To już nie jest ta sama Lizbona. Na drugim brzegu poczujemy się raczej jak w mało przyjaznych dzielnicach miast południowej Ameryki.

Podobne wrażenie będzie nam towarzyszyć w drodze do akweduktu (kolejny obowiązkowy przewodnikowy punkt, Rua Dos Arcos). Powiewające strzępki portugalskich flag nad przypominającymi slumsy budynkami robią duże wrażenie. Kto chce wejść na akwedukt, musi zapłacić (1,5 euro), co nieczęsto zdarza się w przypadku lizbońskich atrakcji turystycznych na świeżym powietrzu.

Do tych bez wątpienia zaliczyć można kompleks wybudowany z okazji targów Expo 98. Jedno z największych w Europie oceanariów, kolejkę [#Z=10239#]linowa nad Tagiem i niebywałej konstrukcji dworzec Oriente (stacja metra Oriente) znajdziemy w okolicy Parku Narodów (Parque Das Nacoes). Zwiedzanie tamtych rejonów to dzień z głowy, ale zdecydowanie warto. Nie można zapomnieć o wspięciu się na ostatnie piętro centrum handlowego Vasco da Gama. Odnajdziemy tam taras ze stolikami i leżakami oraz kilka knajpek, w których można zjeść znakomity obiad (o czym szerzej później), spoglądając z góry na Tag i imponujący most Vasco da Gama.

Jeśli nie czujemy obowiązku, aby odwiedzić wszystkie turystyczne miejsca lub dysponujemy sporą ilością czasu, powinniśmy udać się również do muzeum Gulbenkiana. Położony w ogrodzie kompleks mieści w sobie zarówno galerię sztuki współczesnej, jak i dawnej. Odnajdziemy tam bogate zbiory sztuki egipskiej, greko-romańskiej oraz współczesnej, a wśród nich dzieła Picassa, Renoira, Moneta. Bilet kosztuje 3-5 euro.

Miasto od kuchni

Żeby naprawdę dobrze poznać Lizbonę, trzeba jeszcze zjeść i napić się. Znalezienie knajpki nie jest trudne. Roi się od nich zarówno w centrum, jak i w oddalonych od niego dzielnicach. Drugie danie (z reguły bardzo solidna porcja) będzie nas kosztowało od 5 do 20 euro.
Okolice z filmu ″Lisbon Story″
Wersja za 6 nie znaczy wcale, że będzie gorszej jakości. Zupa to koszt 1-1,5 euro. Będąc w Lizbonie koniecznie trzeba skosztować caldo verde zwanej zieloną zupą, która jest odmianą naszego kapuśniaku. Jeśli idzie zaś o danie główne, to bez wątpienia będziemy musieli skosztować dwóch potraw.

Przede wszystkim niezwykle popularnego bitoque'a - średnio krwistego mięsa wołowego podawanego z jajkiem sadzonym na wierzchu. Jako dodatki dostaniemy z reguły ryż, pokrojone w talarki smażone ziemniaki oraz warzywa. W zależności od miejsca, w który będziemy się stołować, danie będzie nas kosztowało od 5 do 10 euro. W przypadku Lizbony nie działa jednak reguła, że im dalej od centrum, tym taniej. Na obiad spokojnie możemy przysiąść w jednej z knajpek przy Rua Augusta czy Rua Prata, ulicach prowadzących na plac Comercio, z którego blisko do Tagu. Oczywiście najlepiej wybrać stolik na świeżym powietrzu.

Na obiad warto wybrać się też w okolice wspomnianego centrum Expo (znajdziemy tam ciąg restauracji położonych nad rzeką) lub na przykład do Cervejaria Trindade (Rua Nova de Trindade 20c) Martinho da Arcada (Praça do Comercio 2/3). Będąc w Lizbonie koniecznie trzeba również skusić się na dorsza (port. bacalhau) zapiekanego w śmietanie z ziemniakami, szpinakiem i krewetkami. Warto spróbować również steku wołowego w sosie własnym przykrytego aromatyczną szynką. W niemal każdej restauracji dostaniemy owoce morza. Bardzo popularne są krewetki, które znajdziemy i w omlecie (około 6 euro), i podawane z ryżem oraz warzywami (od 5 euro). Na przekąskę można spróbować ślimaków (za talerz 2-3 euro). Do posiłku oczywiście wino. Mała butelka od 2,4 euro, duża od 4. Wybierając się na obiad należy unikać tylko jednej ulicy: położonej w samym centrum Rua Do Santo Antao. Bywają tam tylko turyści, ceny nie są wysokie, ale jedzenie na ogół rozczarowuje.

Należycie spędzony dzień w Lizbonie należy zakończyć w jednym miejscu. Zwie się ono Bairo Alto. Kiedy o godzinie 23 całe miasto już śpi, w tamtej dzielnicy dopiero rozpoczyna się życie. W wąskich uliczkach otwierają się mikroskopijnej wielkości knajpki. Z reguły mieszczą bar i góra pięć stolików. Dlatego też w Bairo Alto życie toczy się na świeżym powietrzu. Gwar narasta wraz ze zbliżającym się weekendem. Już czwartek jest dniem, kiedy trudno przepchnąć się przez gęsty tłum (stojący, bo w uliczkach nie ma nawet miejsca na ogródki). W Bairo Alto znajdziemy zarówno knajpki każdej maści, jak i otwarte do późnej nocy salony fryzjerskie czy butiki. Można więc sobie usiąść w spokojnym lokalu z fado, napić się sangrii (litrowy dzbanek to 8 euro) lub w modnym klubie skosztować jednego ze znakomitych egzotycznych drinków (od 3 euro). Warto zaznaczyć, że również pioruńsko mocnych. Wieczór warto też spędzić na popularnym wśród młodych ludzi tarasie widokowym Santa Catarina, gdzie zawsze znajdzie się jakiś przygrywający na żywo grajek. Po nocy spędzonej w Bairo Alto kolejny dzień mamy z głowy.

Max Fuzowski
Foto: Max Fuzowski, Mariusz Chudy


Pozostałe w dziale
 
Powtórka ze strachu
O hiszpańskim sequelu horroru [Rec]2 Mariola Wiktor rozmawia w Wenecji z jego reżyserami,...
Geje i heavy metal
Nie tak znów dawno gruchnęła wiadomość, że Kristian Espendal, znany również jako Gaahl, zdecydował się...
 
Seks i alkohol
Na temat wpływu alkoholu na współżycie płciowe zdania są podzielone. Spora grupa osób twierdzi, że alkohol...
Kobiety do wojska
Żołnierzami były dziewczyny i kobiety, które bohatersko wspierały swoich towarzyszy w powstaniu warszawskim.
 
Czy "zdrowa żywność" jest naprawdę zdrowa?
Dziś już nie pojawiają się takie kurioza jak informacja o producencie ekologicznych płatków owsianych,...
Katastrofa tunguska: łańcuch zagadek
Wbrew potocznym opiniom katastrofa, która wydarzyła się nad rzeką Tunguzką 30 czerwca 1908 roku, była do przewidzenia.

Doza kultury jest redagowana siłami Portalu O2.pl i Komunikatora Tlen.pl
Masz pomysły, chcesz dla nas pisać? Daj nam znać: (dozakultury@tlen.pl).
 © 2017 Doza Kultury, kontakt dozakultury@tlen.pl ( pomysły, reklama, współpraca )